czwartek, 30 stycznia 2014

Jeszcze styczeń

Długo mnie nie było na bloggerze. Jakoś nie chciało mi się tu zaglądać, choć czasu miałem na to sporo. Od ostatniego posta niewiele się zmieniło. Scenariusz codzienności u mnie przynajmniej jest niezmienny. Wszystko kręci się wokół pracy i domu. W styczniu mam akurat więcej wolnego - przełożeni zwracają mi nadgodziny wypracowane w zeszłym miesiącu. Luty szykuje zmiany, choć nie znam dokładnego ich terminu. Będzie to zmiana miejsca pracy, co wiąże się z dłuższym dojazdem (około 30 km w jedną stronę) i systemem ośmiogodzinnym. Będzie mniej wolnego, a dzień rozwalony na maksa, ponieważ mogę zaczynać o różnych porach. Z jednej strony się cieszę, bo uwolnię się choć trochę od "brudnej" roboty, a zacznę więcej przesiadywać w papierach. Ale przestawienie się na nowy system może mi trochę zająć.
Cóż, wszystko przede mną - czas pokaże jak to będzie.

Nowości muzyczne to.. stary kabaret OT.TO.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Poplątanie z zakrzywieniem czasoprzestrzeni

Nawet nie wiem jak minęło tak dużo czasu od ostatniego posta. Jest o czym pisać, ale obowiązki przewyższają chęci na odwiedzenie bloga. Wkręciłem się w rytm pracy i domu. Dwanaście godzin tu, reszta to sprzątanie, pranie i cholera jasna, nawet gotowanie. Moja luba kontynuuje przygodę ze zdobywaniem wiedzy, a ja zostałem mianowany kurą domową, która nie ma czasu nawet się przespać po służbie nocnej. Moim atrybutem są teraz czajnik, zmywak i siatka na zakupy. Na domiar złego mój mały, rozwrzeszczany potomek potrafi zrobić kupę rozmiarów stadionu piłkarskiego, a w pobliżu nie ma ukochanej żonki, która perfekcyjnie przewija dzieci.
Nie tak miało być, kurna chata. Wróćcie czasy, kiedy to z nudów rysowało się myszką na pulpicie prostokąty. Wróćcie cudowne chwile, kiedy to ja ustalałem zasady, a nie musiałem podporządkować się im.

Dobra, koniec zrzędzenia, nie jest tak źle. Skoro mam czas znaleźć jakąś nową, muzyczną obsesję, to jestem w znośnej sytuacji. Po raz kolejny stwierdzam, że w Rumunii tworzy się piosenki milion razy lepsze od naszych, rodzimych. Oto taneczny przykład:

poniedziałek, 23 września 2013

Nowości

...muzyczne :-) Mogę słuchać non stop - czyli do znudzenia.

sobota, 14 września 2013

Rosnę.

Nieco ponad tydzień i Adelka skończy trzy miesiące. Bardzo szybko minęło, choć początki były trudne. Przez ten czas nauczyła się już wydobywać z siebie przeróżne dźwięki, trzyma bez problemu główkę w pozycji pionowej, chwyta i trzyma grzechotki oraz porusza nimi, próbuje przewracać się na bok leżąc. To ostatnie zaczyna mnie przerażać, bo za kilka tygodni nie będzie jej można zostawić samej bez nadzoru.

Wróciłem do pracy po długim leniuchowaniu, zaliczyłem kilka dni oraz nocek. Lubię chodzić na noc do pracy, szczególnie w ciągu tygodnia, bo weekendy nie są spokojne.

Moje życie układa się póki co wspaniale. Zakochałem się, wziąłem ślub, urodziła mi się wspaniała córeczka. Muszę jeszcze wykombinować jakieś lokum, najlepiej własne i będzie gitara. No :-)

A tak mnie wystroiła dzisiaj mama :-)

środa, 4 września 2013

Jesień - wrzesień

Po raz kolejny zaczyna się jesień - moja ulubiona pora roku. Jesienią wszystko wygląda inaczej, mam w swoim zakątku więcej czasu na analizę życia i jego poprawę.Dłuższe wieczory sprzyjają rozmyślaniom, a pogoda obfita w deszcz jest dobrym motywatorem do tego, aby nadrobić przeróżne zaległości.
Moje małe słoneczko rozwija się w zaskakującym tempie. Nauczyłem ją trzymania zabawek oraz bawienia się nimi. Dziewczę wyrywa się też do mówienia - mam nadzieję, że przyjdzie jej to szybko, a pierwszym słowem będzie oczywiście "tata" :-).
Słodki uśmiech Adelki jest lekarstwem na każdą deprechę :-)

Obsesje muzyczne wciąż nowe. W tym tygodniu króluje przebój zza wschodniej granicy. Oto on:

niedziela, 23 czerwca 2013

Dzień Ojca

2:00 Ból w okolicy kręgosłupa.
2:15 Chyba się zaczęło, jedziemy do szpitala. Zawrotne 130 km/h.
2:55 Jesteśmy na miejscu, decyzja o przyjęciu do szpitala.
3:00 Pędzę do mieszkania po niezbędne dokumenty.
3:30 Szybki wypad na BP po wodę i coś do jedzenia.
4:00 Regularne skurcze.
7:00 Ich częstotliwość i siła maleje.
9:00 Niepokój, zmęczenie - bardzo długo to już trwa.
9:30 Decyzja o podaniu oksytocyny.
10:00 Skurcze mocniejsze, zaczyna się.
10:20 Gaz rozweselający przedawkowany :-) Koniec przyjemności.
10:30 Ona krzyczy na cały głos, ja tylko w myślach - jeszcze głośniej.
10:39 Widzę główkę, jest już bardzo blisko. Jeszcze dwa, trzy parcia i...
10:40 Moje Słońce przychodzi na świat - 3250 g, 55 cm.
10:45 Szorowanie, ubieranie, badanie i grzanie.
11:00 Już po wszystkim, odetchnęliśmy z ulgą.
11:30 Skończyło się darmowe jedzenie, trzeba ssać. Opornie to idzie, ale potrzeba zaspokojenia żołądka wygrywa z grymasami ;-)
12:00 Jadę coś zjeść, padam z sił.
13:00 Wracam na oddział, Adelka już śpi, mama czuwa.
13:10 Sesja zdjęciowa.



17:00 Wizyta teściów, dziadków.
18:00 Wizytacja, każą uciekać do domu.
20:30 Idę spać, to był ciężki, ale piękny dzień. Najlepszy Dzień Ojca, jaki mogłem sobie wyobrazić. Ja i moje dwie Kobiety jesteśmy bardzo szczęśliwi.

sobota, 15 czerwca 2013

Rachunek sumienia

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - mawiają ludziska, gdy osoba, na którą liczyli pokazuje im figę z makiem. Zastanawiam się, ilu osób nie doceniłem w przeciągu ostatnich miesięcy. Że w robocie ze mną nie wytrzymują - wiem. Że luba moja narzeka - wiem. Że na ulicy mają mnie dość - też wiem. Prawdopodobnie nie poświęcam wszystkim za dużo uwagi, może czasami zaniedbuję, nie wysłucham do końca i traktuję z przyjętym wcześniej schematem. Najłatwiej upchnąć wszystkich do jednego worka, najtrudniej zauważyć, że to ja rozpycham się w nim najbardziej.
Nie cierpię patrzeć na ludzi, którzy cierpią, bo nie mogą nic zmienić w swoim życiu; ranią przez to swoich bliskich. Spotykam ich na co dzień - każdy z nich ma przy sobie bagaż różnych doświadczeń i każdy z nich wie co zrobić, aby ich życie stało się lepsze, ale wielu z nich brakuje już nadziei. Przystają na to, co jest łatwiejsze i w ten sposób zawala im się zupełnie całe życie.


"[...]i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła świętego[...]"



Za kilka godzin wyjazd do Dębicy. Upłynęło już trochę wody w Sanie, odkąd byłem gdzieś dalej niż w miejscu pracy. O ile obejdzie się bez agresji ze strony kibiców, to zapowiada się ciekawy wypad. Od poniedziałku zaczynam tak zwaną labę, potrwa ona pewnie z miesiąc. Odetchnę trochę od monotonii codzienności i będę mógł zająć się tym, na co brakowało czasu.


Dobrej nocy mój pamiętniku, czy jakoś tak :-)

Kocham Cię córeczko, już nie mogę doczekać się Twojej z nami obecności. Odkąd jesteś, Jesteś.
Nasza Adelka :-*