poniedziałek, 23 września 2013

Nowości

...muzyczne :-) Mogę słuchać non stop - czyli do znudzenia.

sobota, 14 września 2013

Rosnę.

Nieco ponad tydzień i Adelka skończy trzy miesiące. Bardzo szybko minęło, choć początki były trudne. Przez ten czas nauczyła się już wydobywać z siebie przeróżne dźwięki, trzyma bez problemu główkę w pozycji pionowej, chwyta i trzyma grzechotki oraz porusza nimi, próbuje przewracać się na bok leżąc. To ostatnie zaczyna mnie przerażać, bo za kilka tygodni nie będzie jej można zostawić samej bez nadzoru.

Wróciłem do pracy po długim leniuchowaniu, zaliczyłem kilka dni oraz nocek. Lubię chodzić na noc do pracy, szczególnie w ciągu tygodnia, bo weekendy nie są spokojne.

Moje życie układa się póki co wspaniale. Zakochałem się, wziąłem ślub, urodziła mi się wspaniała córeczka. Muszę jeszcze wykombinować jakieś lokum, najlepiej własne i będzie gitara. No :-)

A tak mnie wystroiła dzisiaj mama :-)

środa, 4 września 2013

Jesień - wrzesień

Po raz kolejny zaczyna się jesień - moja ulubiona pora roku. Jesienią wszystko wygląda inaczej, mam w swoim zakątku więcej czasu na analizę życia i jego poprawę.Dłuższe wieczory sprzyjają rozmyślaniom, a pogoda obfita w deszcz jest dobrym motywatorem do tego, aby nadrobić przeróżne zaległości.
Moje małe słoneczko rozwija się w zaskakującym tempie. Nauczyłem ją trzymania zabawek oraz bawienia się nimi. Dziewczę wyrywa się też do mówienia - mam nadzieję, że przyjdzie jej to szybko, a pierwszym słowem będzie oczywiście "tata" :-).
Słodki uśmiech Adelki jest lekarstwem na każdą deprechę :-)

Obsesje muzyczne wciąż nowe. W tym tygodniu króluje przebój zza wschodniej granicy. Oto on:

niedziela, 23 czerwca 2013

Dzień Ojca

2:00 Ból w okolicy kręgosłupa.
2:15 Chyba się zaczęło, jedziemy do szpitala. Zawrotne 130 km/h.
2:55 Jesteśmy na miejscu, decyzja o przyjęciu do szpitala.
3:00 Pędzę do mieszkania po niezbędne dokumenty.
3:30 Szybki wypad na BP po wodę i coś do jedzenia.
4:00 Regularne skurcze.
7:00 Ich częstotliwość i siła maleje.
9:00 Niepokój, zmęczenie - bardzo długo to już trwa.
9:30 Decyzja o podaniu oksytocyny.
10:00 Skurcze mocniejsze, zaczyna się.
10:20 Gaz rozweselający przedawkowany :-) Koniec przyjemności.
10:30 Ona krzyczy na cały głos, ja tylko w myślach - jeszcze głośniej.
10:39 Widzę główkę, jest już bardzo blisko. Jeszcze dwa, trzy parcia i...
10:40 Moje Słońce przychodzi na świat - 3250 g, 55 cm.
10:45 Szorowanie, ubieranie, badanie i grzanie.
11:00 Już po wszystkim, odetchnęliśmy z ulgą.
11:30 Skończyło się darmowe jedzenie, trzeba ssać. Opornie to idzie, ale potrzeba zaspokojenia żołądka wygrywa z grymasami ;-)
12:00 Jadę coś zjeść, padam z sił.
13:00 Wracam na oddział, Adelka już śpi, mama czuwa.
13:10 Sesja zdjęciowa.



17:00 Wizyta teściów, dziadków.
18:00 Wizytacja, każą uciekać do domu.
20:30 Idę spać, to był ciężki, ale piękny dzień. Najlepszy Dzień Ojca, jaki mogłem sobie wyobrazić. Ja i moje dwie Kobiety jesteśmy bardzo szczęśliwi.

sobota, 15 czerwca 2013

Rachunek sumienia

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - mawiają ludziska, gdy osoba, na którą liczyli pokazuje im figę z makiem. Zastanawiam się, ilu osób nie doceniłem w przeciągu ostatnich miesięcy. Że w robocie ze mną nie wytrzymują - wiem. Że luba moja narzeka - wiem. Że na ulicy mają mnie dość - też wiem. Prawdopodobnie nie poświęcam wszystkim za dużo uwagi, może czasami zaniedbuję, nie wysłucham do końca i traktuję z przyjętym wcześniej schematem. Najłatwiej upchnąć wszystkich do jednego worka, najtrudniej zauważyć, że to ja rozpycham się w nim najbardziej.
Nie cierpię patrzeć na ludzi, którzy cierpią, bo nie mogą nic zmienić w swoim życiu; ranią przez to swoich bliskich. Spotykam ich na co dzień - każdy z nich ma przy sobie bagaż różnych doświadczeń i każdy z nich wie co zrobić, aby ich życie stało się lepsze, ale wielu z nich brakuje już nadziei. Przystają na to, co jest łatwiejsze i w ten sposób zawala im się zupełnie całe życie.


"[...]i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła świętego[...]"



Za kilka godzin wyjazd do Dębicy. Upłynęło już trochę wody w Sanie, odkąd byłem gdzieś dalej niż w miejscu pracy. O ile obejdzie się bez agresji ze strony kibiców, to zapowiada się ciekawy wypad. Od poniedziałku zaczynam tak zwaną labę, potrwa ona pewnie z miesiąc. Odetchnę trochę od monotonii codzienności i będę mógł zająć się tym, na co brakowało czasu.


Dobrej nocy mój pamiętniku, czy jakoś tak :-)

Kocham Cię córeczko, już nie mogę doczekać się Twojej z nami obecności. Odkąd jesteś, Jesteś.
Nasza Adelka :-*

wtorek, 4 czerwca 2013

Deszcz.

Deszczowa pogoda przypomina jesienne dni, do których jeszcze mi nie spieszno. Kilka dni siedzenia w domu i człowiek zrobił się apatyczny, jakby wpadł w depresję. Uciekaj zła pogodo, najlepiej na dłuższy czas. Dzisiejsza noc spędzona w pracy będzie pewnie niesamowicie leniwa, zdecydowanie wolę porobić coś, niż patrzeć na spadającą z nieba wodę.
Nawet nie wiem co napisać...

Gustuję w przebojach Chylińskiej, ale tej, która występowała jeszcze w O.N.A. Ta chrypka jest całkiem nice :-)

Odliczanie końcowe czas zacząć. Córcia przyjdzie na świat za ... dni :-)

sobota, 18 maja 2013

Panie!

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?