piątek, 8 lutego 2013
gdy zasypiam w sobotę wieczorem
szepczesz do mnie sercem
lekko muskasz i łaskoczesz
napełniasz tęczowym głosem
wyczuwalną, namacalną
pachniesz radością
słodyczą niezmierzoną
wytęsknioną
wręcz wyśnioną
smakujesz nektarem w tej baśni
cenną kroplą majowego miodu
zatopioną w Twym ciele
jeszcze chwila
i pochłonę Cię subtelnym dotykiem
lub nieśmiałym pocałunkiem
sobota, 2 lutego 2013
Demonicznie
Interwencja w odległej wiosce, gdzieś przed północą. Mężczyzna dzwoni, że chce popełnić samobójstwo. Zjawiamy się w kilkanaście minut później, on czeka na nas przy drodze. Wysiadamy, rozmawiamy. Opowiada nam pokrótce historię swojego trzydziestoletniego życia, wyjawia najważniejsze problemy i rozterki. Ma ponad trzy promile, ale rozmawia się z nim lepiej niż z niejednym trzeźwym. Mężczyzna prosi nas, by zorganizować mu jakąś pomoc, ponieważ nie jest pewny czy nie zrobi sobie czegoś dzisiejszej nocy. Dzwonimy po karetkę. W międzyczasie próbujemy uzyskać dokument tożsamości. Desperat wyjaśnia, że ma go w domu - wskazuje na walącą się chałupę pamiętającą czasy pierwszej wojny światowej, w której mieszka sam. Wchodzimy do środka. Prądu nie ma od kilku lat - niezapłacone rachunki, to samo z wodą. Jest zimno, bo opał kosztuje. Czuć stęchliznę, jest tak jakoś nieprzyjemnie. Kolega oświetla swoją mini-latarką przedpokój i kuchnię. Trzydziestolatek dobywa z szuflady portfel i wyciąga z niego dowód. Ja rozglądam się po pomieszczeniu. Niewiele widać, więc zabieram koledze latarkę i świecę po ścianach. Porozwieszanych kilka zdjęć porno, w rogu leży przechylony krzyż. Na półkach oraz na stole w kuchni dostrzegam parę książek. Rzucam na nie kątem oka i czuję ciarki, oraz spływający po plecach zimny pot. Każda z okładek zawiera tytuł nawiązujący do demona, oraz ilustracje jakichś paskudnych, rogatych istot, które ciężko sobie nawet wyobrazić. W momencie orientuję się co jest na rzeczy, więc chwytam kolegę za ramię i mówię mu na ucho "spadamy". Widzę, że zrozumiał.
Po wyjściu z domu desperat opowiada nam o swoich próbach samobójczych oraz wizjach, które ma na co dzień, opisuje ze szczegółami nawiedzające go istoty. Opis każdej z nich jest identyczny jak te, które pamiętam z jakichś artykułów, obrazów. Czuję coraz większą strugę lodowatego potu oraz ściśnięte gardło, przez które ledwo oddycham. Nie ma słów opisujących tamtą sytuację.
Karetka zjawia się szybko, zabiera mężczyznę na pokład, odjeżdżają. Jeszcze przez chwilę zerkam na walącą się chałupę, która dopiero teraz zaczyna działać na moją wyobraźnię. Wracamy do miasta, kolega opowiada o swoich spostrzeżeniach z interwencji, pokrywającymi się z moimi....
Po wyjściu z domu desperat opowiada nam o swoich próbach samobójczych oraz wizjach, które ma na co dzień, opisuje ze szczegółami nawiedzające go istoty. Opis każdej z nich jest identyczny jak te, które pamiętam z jakichś artykułów, obrazów. Czuję coraz większą strugę lodowatego potu oraz ściśnięte gardło, przez które ledwo oddycham. Nie ma słów opisujących tamtą sytuację.
Karetka zjawia się szybko, zabiera mężczyznę na pokład, odjeżdżają. Jeszcze przez chwilę zerkam na walącą się chałupę, która dopiero teraz zaczyna działać na moją wyobraźnię. Wracamy do miasta, kolega opowiada o swoich spostrzeżeniach z interwencji, pokrywającymi się z moimi....
czwartek, 17 stycznia 2013
Kolejna baba w domu to dylemat, z którym mój mózg bije się od pewnego czasu. Włosy mi wyjdą z głowy, jak przyjdzie jednej i drugiej zafundować nowe kosmetyki, ciuszki, albo Bóg wie co. I znów będę skazany na samotne kręcenie przy silniku, nikt mi nie poda młotka, gdy będę stał na drabinie, a meble będę musiał wnosić do domu sam.
Zaczną się także odwiedziny adoratorów w późnych godzinach nocnych, a gatunek rodu J. pójdzie w zapomnienie wraz z moją śmiercią.
W głębi serca córcia chodziła mi po głowie od samego początku. Ubiorę ją w ładne ciuszki i będę śmigał po wsi aż do znudzenia :-)
Zaczną się także odwiedziny adoratorów w późnych godzinach nocnych, a gatunek rodu J. pójdzie w zapomnienie wraz z moją śmiercią.
W głębi serca córcia chodziła mi po głowie od samego początku. Ubiorę ją w ładne ciuszki i będę śmigał po wsi aż do znudzenia :-)
sobota, 29 grudnia 2012
Kilogramy, które nabyłem w trakcie świąt czas zrzucić. Co prawda zamierzam wziąć się za siebie dopiero w nowym roku, ale już dziś opracowuję misterny plan, który pomoże mi znienawidzić ulubione przysmaki. Tak w ogóle to chcę zadbać o swoje zdrowie, bo kilka rzeczy zaczyna już szwankować. Człowiek używa swojego ciała w rozrzutny sposób, a później wychodzą tego skutki - i to w najmniej oczekiwanym momencie.
Niebawem dowiem się, jakiej płci będzie nasz mały brzdąc. Od tego zależy wybór imienia, które jest przedmiotem sporów między mną, a małżonką. I choć ma ono najmniejsze znaczenie, to uwidacznia się w takich momentach nasza obopólna upartość. Przechylanie szalki na swoją stronę zajeżdża mi egoizmem. Trzeba się poprawić.
Obsesje ciągle w okolicach kaszubszczyzny.
Niebawem dowiem się, jakiej płci będzie nasz mały brzdąc. Od tego zależy wybór imienia, które jest przedmiotem sporów między mną, a małżonką. I choć ma ono najmniejsze znaczenie, to uwidacznia się w takich momentach nasza obopólna upartość. Przechylanie szalki na swoją stronę zajeżdża mi egoizmem. Trzeba się poprawić.
Obsesje ciągle w okolicach kaszubszczyzny.
sobota, 15 grudnia 2012
Ciężarna to utrapienie dla wszystkich wokół. A kto jest najbliżej ciężarnej i najczęściej obok niej przebywa, temu obrywa się najbardziej. Burza hormonów w ciele kobiety podczas ciąży nieporównywalna jest z tym, co daje znany wszystkim PMS :-)
Najlepszym rozwiązaniem jest kupić dobre stopery do uszu, wyjść z domu na parę godzin, albo nie odzywać się przecząco do swej lubej. Wszak każda próba ingerencji w jej świat, lub jakiekolwiek zaprzeczenie jej pomysłom kończy się trzecią wojną światową.
Obsesja muzyczna na dziś to świetna, taneczna piosenka kaszubskiej wokalistki, która śpiewała niegdyś w Ha-Dwa-O.
Najlepszym rozwiązaniem jest kupić dobre stopery do uszu, wyjść z domu na parę godzin, albo nie odzywać się przecząco do swej lubej. Wszak każda próba ingerencji w jej świat, lub jakiekolwiek zaprzeczenie jej pomysłom kończy się trzecią wojną światową.
Obsesja muzyczna na dziś to świetna, taneczna piosenka kaszubskiej wokalistki, która śpiewała niegdyś w Ha-Dwa-O.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Refleksja
Byłem dziś rankiem na Ukrainie. Standardowa procedura, tankowanie pojazdu do pełna tańszym o ponad 2 PLN olejem napędowym, zakup cukierków, chałwy i powrót do ojczyzny. W trakcie podjazdu do bramek na przejściu granicznym jakiś tubylec facet łapie stopa. Dzieje się tak w związku z brakiem przejścia dla pieszych, więc muszą oni po prostu zabrać się z kimś pojazdem, żeby przekroczyć fizycznie 50 metrów bramek i okienek. Jako, że pojazd miałem pusty, a mężczyzna nie wyglądał podejrzanie to wziąłem go do pojazdu. No i rozpoczęła się nasza półgodzinna rozmowa o wszystkim i o niczym.
On - mężczyzna, rocznik '67, siwy, z lichym odzieniem, ale zadbany, trzymający w jednej ręce reklamówkę, a w drugiej starą nokię z wybitym wyświetlaczem. W latach 80-tych odbywał zasadniczą służbę wojskową w Legnicy. Pamięta stamtąd, że Polscy żołnierze byli "nieuprzejmi" w stosunku do Ukraińców. Nieuprzejmość ta objawiała się prześladowaniem przez "naszych" za każde niepodporządkowanie się. Przecież to koty, a w dodatku obcej narodowości z ciemną przeszłością.
Mój pasażer na gapę ożenił się, a z małżeństwa ma trzy córki. Jedna z nich wyszła już za mąż, ale musiała wyemigrować ze swoich rodzinnych stron na wschodnie krańce państwa, bo pracy nie było.
Pozostałe dwie wciąż się edukują, choć nie bardzo mają za co. Uprzejmy mężczyzna mówi mi bowiem, że pracy nie ma w jego gminie wcale. Żona była kiedyś nauczycielką, ale została zwolniona. Na jej miejsce została zatrudniona inna kobieta, kochanka jakiegoś miejscowego urzędnika. Gdyby nie pole pozostawione w spadku przez ojca, to mój pasażer klepałby prawdziwą biedę. Jest ono żywicielem dla całej rodziny. Z pola są ziemniaki, kukurydza i warzywa. Po podwórzu biegają kury i króliki, więc jakoś można przeżyć.
Miły pan boi się najbardziej zimy. Wiadomo, mroźne powietrze zawsze przywieje jakieś choroby, a na lekarzy nie stać. Publiczna opieka zdrowotna opiera się w 99% na łapówkach.
Zapytałem mojego pasażera o cel podróży. Byłem przekonany, że jest on typową "mrówką" i ma w swojej reklamówce papierosy oraz alkohol. Ten jednak zaprzeczył, mówiąc, że do handlowania lewym towarem trzeba mieć dar i szczęście, a on nie ma, więc woli się za to nie zabierać. Jedzie ze mną do Polski po legalną pracę.
Znalazł ją 3 km od granicy, na czarno, u polskiego prywaciarza. Ten dał mu nieosiągalne na Ukrainie wynagrodzenie - 5 PLN na godzinę. Mój pasażer mówi tylko, że polski "pracodawca" wykorzystuje go do granic możliwości, lecz nie narzeka, bo przecież "dużo zarabia". Rano wstaje o piątej, jedzie rowerem osiem kilometrów do granicy i czeka przy niej na kogoś takiego jak ja dzisiaj. Pracuje różnie, przeważnie do osiemnastej, a później powrót do domu, również na "stopa".
Rozstaliśmy się we wskazanym przez mężczyznę miejscu. Życzył mi wszelkiej pomyślności, wesołych świąt i dziękował za wspólną rozmowę.
Dał mi dużo do myślenia. Uświadomił, jak bardzo dużo mam w porównaniu do niego i na jak wiele rzeczy mogę sobie pozwolić. Był radosny pomimo, że biedny. A ja czasami nie potrafię się cieszyć tym, co mam..
Poniosło mnie ostatnio do Tomaszowa Mazowieckiego. Miasto to jest permanentnie brzydkie i zaniedbane, a dziury w jezdni sięgają kolan. Po udanych zakupach postanowiłem poszukać coś na youtube o Tomaszowie. No i znalazłem księdza, który przydaje mu blasku swoim talentem.
On - mężczyzna, rocznik '67, siwy, z lichym odzieniem, ale zadbany, trzymający w jednej ręce reklamówkę, a w drugiej starą nokię z wybitym wyświetlaczem. W latach 80-tych odbywał zasadniczą służbę wojskową w Legnicy. Pamięta stamtąd, że Polscy żołnierze byli "nieuprzejmi" w stosunku do Ukraińców. Nieuprzejmość ta objawiała się prześladowaniem przez "naszych" za każde niepodporządkowanie się. Przecież to koty, a w dodatku obcej narodowości z ciemną przeszłością.
Mój pasażer na gapę ożenił się, a z małżeństwa ma trzy córki. Jedna z nich wyszła już za mąż, ale musiała wyemigrować ze swoich rodzinnych stron na wschodnie krańce państwa, bo pracy nie było.
Pozostałe dwie wciąż się edukują, choć nie bardzo mają za co. Uprzejmy mężczyzna mówi mi bowiem, że pracy nie ma w jego gminie wcale. Żona była kiedyś nauczycielką, ale została zwolniona. Na jej miejsce została zatrudniona inna kobieta, kochanka jakiegoś miejscowego urzędnika. Gdyby nie pole pozostawione w spadku przez ojca, to mój pasażer klepałby prawdziwą biedę. Jest ono żywicielem dla całej rodziny. Z pola są ziemniaki, kukurydza i warzywa. Po podwórzu biegają kury i króliki, więc jakoś można przeżyć.
Miły pan boi się najbardziej zimy. Wiadomo, mroźne powietrze zawsze przywieje jakieś choroby, a na lekarzy nie stać. Publiczna opieka zdrowotna opiera się w 99% na łapówkach.
Zapytałem mojego pasażera o cel podróży. Byłem przekonany, że jest on typową "mrówką" i ma w swojej reklamówce papierosy oraz alkohol. Ten jednak zaprzeczył, mówiąc, że do handlowania lewym towarem trzeba mieć dar i szczęście, a on nie ma, więc woli się za to nie zabierać. Jedzie ze mną do Polski po legalną pracę.
Znalazł ją 3 km od granicy, na czarno, u polskiego prywaciarza. Ten dał mu nieosiągalne na Ukrainie wynagrodzenie - 5 PLN na godzinę. Mój pasażer mówi tylko, że polski "pracodawca" wykorzystuje go do granic możliwości, lecz nie narzeka, bo przecież "dużo zarabia". Rano wstaje o piątej, jedzie rowerem osiem kilometrów do granicy i czeka przy niej na kogoś takiego jak ja dzisiaj. Pracuje różnie, przeważnie do osiemnastej, a później powrót do domu, również na "stopa".
Rozstaliśmy się we wskazanym przez mężczyznę miejscu. Życzył mi wszelkiej pomyślności, wesołych świąt i dziękował za wspólną rozmowę.
Dał mi dużo do myślenia. Uświadomił, jak bardzo dużo mam w porównaniu do niego i na jak wiele rzeczy mogę sobie pozwolić. Był radosny pomimo, że biedny. A ja czasami nie potrafię się cieszyć tym, co mam..
Poniosło mnie ostatnio do Tomaszowa Mazowieckiego. Miasto to jest permanentnie brzydkie i zaniedbane, a dziury w jezdni sięgają kolan. Po udanych zakupach postanowiłem poszukać coś na youtube o Tomaszowie. No i znalazłem księdza, który przydaje mu blasku swoim talentem.
niedziela, 18 listopada 2012
Kruszynka rośnie jak na drożdżach, z dnia na dzień przybywa jej milimetrów. Fajnie jest zachwycać się czymś naturalnym, a jednocześnie niezwykłym. Dziecko w łonie matki to bardziej stan świadomości, niż jego namacalne poznawanie. A już sam proces kształtowania się nowego człowieka to niezła inspiracja, dla kogokolwiek.

Mój tekst i moja grafika żywcem skopiowana i przedrukowana na jakiś badziewny, babski fartuszek do kuchni. Jakaś menda wzięła se mój plakat propagandowy stąd i postanowiła na nim zarobić, nie pytając mnie o zgodę. Wysłałem więc maila do firmy z metki, ale bez odzewu.
Nie dalej jak tydzień temu byłem na wieczornych zakupach w kauflandzie. Podszedłem do stoiska z jakimiś tekstyliami, patrzę i uwierzyć nie mogę:

Mój tekst i moja grafika żywcem skopiowana i przedrukowana na jakiś badziewny, babski fartuszek do kuchni. Jakaś menda wzięła se mój plakat propagandowy stąd i postanowiła na nim zarobić, nie pytając mnie o zgodę. Wysłałem więc maila do firmy z metki, ale bez odzewu.
Chamy jedne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)